Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/ta-chania.naklo.pl.txt): Failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server933059/ftp/paka.php on line 5

Warning: Undefined array key 1 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 13

Warning: Undefined array key 2 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 14

Warning: Undefined array key 3 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 15

Warning: Undefined array key 4 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 16

Warning: Undefined array key 5 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 17
cił, docisnął

- A są jakieś inne? Jeśli będziesz czegoś potrzebował, nie dzwoń. - W mgnieniu oka

cił, docisnął

migotał neon z nazwą motelu. Autostradą przejeżdżały nieliczne samochody, chłód nocy
Niektórzy wyglądali raczej na uczniów szkoły średniej, inni byli całkiem dorośli – uzupełniali
50
punkcie widokowym DeviPs Caldron, w parku nad oceanem, i tam kobieta rzuciła się do
59
Coś ciemnego.
przewrócił się na bok na nierównym materacu. Dopiero co zasnął po nocnej wyprawie na
– Pracuję nad tym. – Hayes poprawił krawat. – Namierzyliśmy telefon dzięki GPS –
Ale Bentz i tak chciał zobaczyć.
ukryła się za okularami słonecznymi i naciągnęła czapeczkę bejsbolową. Wzięła Oskara na smycz, przeszła przez żelazną bramę z tyłu domu i szybkim krokiem wyszła na ulicę. Później pomyśli o rodzinie. Później pomyśli o dziennikarzach. Później pomyśli o policji. Później dowie się, co naprawdę się stało wczorajszej nocy. Adam spojrzał na zegarek i zmarszczył brwi. Zamierzał zabawić tu godzinę, a minęły już prawie trzy. Bał się zostać dłużej. Niedługo policja zorientuje się, że Rebeka była psychoterapeutką Caitlyn Montgomery Bandeaux. To nawet dobrze. Potem zaczną jej szukać, co oczywiście wkrótce doprowadzi ich do niego. Nie miał wiele czasu. Ostrożnie wziął teczki i włożył do plecaka, który znalazł w szafie. Rozpoznał go. Kiedyś, dawno temu, plecak wisiał na wieszaku przy tylnych drzwiach. Myślał, że pewnie go wyrzuciła, ale oto był, zakurzony, oblepiony pajęczynami, pusty, nie licząc starego kwitu z parkometru, listy zakupów i opakowania po szmince. Przez głowę przemknęło mu wspomnienie: Rebeka w ich nędznym mieszkaniu na piętrze dopija resztki kawy i spogląda na zegar. „O Boże, spóźnię się. Doktor Connaly mnie zabije!” Muska jego policzek ustami pachnącymi kawą, łapie plecak wiszący przy drzwiach i wybiega. „Nie zapomnij nakarmić Rufusa!” - rzuca jeszcze przez ramię, zatrzaskując drzwi. Rufus był ich nowym kotkiem. Śnieżnobiały urwis. Ściskając w dłoniach kubek, Adam podszedł wtedy na bosaka do drzwi i patrzył przez poszarpaną siatkę, jak Rebeka zgrabnie wskakuje na rower i wyjeżdża na ulicę. Bez kasku, z rozwianymi włosami pojechała w stronę uniwersytetu, a mały kociak przypuścił atak na jego bose stopy. Teraz, gdy siedział w jej opuszczonym gabinecie, poczuł ucisk w gardle, wspominając wydarzenia sprzed piętnastu lat. Dużo czasu upłynęło. Ich drogi się rozeszły. Beztroska dziewczyna wydoroślała i zmieniła się w dojrzałą kobietę, którą jednocześnie kochał i której nienawidził. Uwielbiał i pogardzał. Zabawne, jak czas potrafi zgasić nawet najbardziej świetlaną przyszłość. Rebeka... Gdzie ona, u diabła, jest? Ostatni raz rozejrzał się po pokoju, chociaż i tak miał zamiar tu wrócić. W górnej szufladzie biurka znalazł pęk kluczy i włożył go do kieszeni. Nie sądził, żeby Rebeka miała coś przeciwko temu. Rozdział 7 Spacer dobrze jej zrobił. Umysł miała jaśniejszy niż rano, ale wspomnienia wciąż były poszatkowane i niewyraźne. Ciemne obrazy wydarzeń wczorajszej nocy malowane na odłamkach mlecznego szkła przesuwały się w zwolnionym tempie. Gdy weszła do kuchni, zauważyła, że na sekretarce jest szesnaście nowych wiadomości, żadnej jednak nie odsłuchała. Najprawdopodobniej wszystkie zostawili dziennikarze. Sprawdziła numery na wyświe-tlaczu. Niektóre były zastrzeżone, innych nie znała, żaden nie był numerem telefonu Kelly. Poszła na górę, przebrała się w bawełnianą sukienkę na ramiączkach i cienki, ale z długim rękawem sweter, i przeszła przez korytarz do gabinetu.
Nie uśmiechała jej się podróż do Los Angeles tylko po to, by się dowiedzieć, że poniosło
nic, zupełnie nic. Prasa naciskała na rzecznika policji, nie wspominając już o tym, że
Stłumił uśmiech. Dobrze chociaż, że żartuje, że się z nim przekomarza.
Zapłacili i wyszli. Bentz szedł sztywno, ale bez kuli czy laski, w stronę dżipa. Uparł się,

się nad tym, zanim przejdą panowie do dalszego działania.

czegoś takiego. Ale tamten starszy pan tylko wyszedł z psem na spacer.
– Ile ci jeszcze zostało?
analiz laboratoryjnych i staniesz się głównym podejrzanym. Rozumiesz?
w ciemności, nikt nie zdoła zrobić jej krzywdy.
jest niedopuszczalnym przekroczeniem tych granic. Danny nie pamiętał o tym i musi ponieść
pudełko. Ale gdy tylko je otworzył, wnętrze samochodu wypełnił zapach
tematem artykułów prasowych...
lepszym, ale jakoś się nie udawało. Miała cięty język i łatwo wpadała w złość. Przeprosiny
Marge. Twierdzi, że widziała, jak Vander Zanden wszedł do swojego gabinetu i zamknął
ciężko z powodu Danny’ego O’Grady.
kto cię zna.
Umieścił komputer na sosnowym stole i rozejrzał się za gniazdkiem telefonicznym.
tygodniach spotkań i rozmów, zapytałam znajomego eksperta, czy jego zdaniem seria takich
Kimberly dobrze pamiętała, jak Mandy pociągnęła nosem i spytała: Co tak
rękę i położył sobie na piersi. - Mów do mnie, o czym tylko chcesz. Ty mów.

©2019 ta-chania.naklo.pl - Split Template by One Page Love